Zacznijmy od tego, czego w tej sprawie nie ma, bo to oszczędzi ci czytania dziesięciu stron: nie istnieje badanie, które wyznacza zdrową częstotliwość. Żadna klasyfikacja medyczna nie podaje liczby. Jeśli gdzieś widzisz „dwa–trzy razy w tygodniu jest w normie”, to ktoś to napisał, a nie zmierzył.
Zmierzono za to kilka konkretnych rzeczy. Poniżej są wszystkie, jakie znaleźliśmy, razem z liczbami i z tym, czego te liczby nie dowodzą.
Prostata
Największe badanie w tej okolicy objęło 31 925 mężczyzn i 480 831 osobolat obserwacji, w których wystąpiło 3839 przypadków raka prostaty. Porównano tych, którzy zgłaszali 21 lub więcej wytrysków miesięcznie, z tymi, którzy zgłaszali 4–7. W grupie wiekowej 40–49 lat ryzyko było niższe: HR 0,78, przedział ufności 0,69–0,89[1].
I teraz zastrzeżenie, które podają sami autorzy, a które gubi się w streszczeniach: nie da się wykluczyć, że wynik bierze się z tego, kto częściej chodzi na badania przesiewowe i na biopsję[1]. Mężczyźni częściej zgłaszający aktywność seksualną mogą po prostu częściej trafiać do lekarza.
Więc: to jest sygnał, nie recepta. Nikt nie wykazał, że zwiększenie częstotliwości cokolwiek zmienia.
Płodność
Tu wynik idzie w drugą stronę, niż podpowiada intuicja „oszczędzania”. Metaanaliza 13 badań randomizowanych i 2315 uczestników sprawdziła, co robi dłuższa przerwa przed oddaniem próbki. Dłuższa wstrzemięźliwość podnosiła fragmentację DNA plemników: różnica średnich 3,67, przedział ufności 2,32–5,03[2]. Ruchliwość progresywna i całkowita nie zmieniły się w sposób istotny.
Czego to badanie nie sprawdziło: liczby ciąż. Badania, które weszły do metaanalizy, tego nie raportowały[2], więc przełożenie na realny efekt pozostaje otwarte.
Wytyczne towarzystwa medycyny rozrodu mówią to samo prościej: płodność jest najwyższa przy współżyciu co jeden–dwa dni w oknie płodnym, ale „par nie należy instruować, żeby ograniczały częstotliwość współżycia, gdy starają się o ciążę”[3].
Erekcja
Tu najczęściej powtarzana teza brzmi: oglądanie porno psuje erekcję. Trzy próby badawcze sprawdziły to razem i wniosek jest zniuansowany, ale jasny: „jest mało dowodów albo nie ma ich wcale na związek między samym oglądaniem pornografii a zaburzeniami erekcji, są konsekwentne dowody na związek z używaniem ocenianym przez samego badanego jako problematyczne, i nie ma dowodów na związek przyczynowy”[4].
Innymi słowy: nie mierzy się tu ilością. Mierzy się tym, czy ktoś sam uważa, że stracił nad tym kontrolę.
A jeśli odstawić na miesiąc?
Sprawdzono i to. Badanie miesiąca abstynencji nie wykazało istotnej zmiany przyjemności seksualnej, pożądania, dysfunkcji ani pobudzenia u osób, które wzięły w nim udział[5].
Uczciwe zastrzeżenie, bez którego ta liczba jest bezwartościowa: między pomiarami odpadło 74% uczestników, a wszystko opierało się na samoopisie[5]. To słaba podstawa — i słaba w obie strony. Nie dowodzi, że miesiąc bez niczego nie daje, tylko że nikt tego porządnie nie pokazał.
Gdzie w takim razie jest granica
Skoro nie ma liczby, to jest coś innego. Jedyny próg, jaki istnieje w klasyfikacjach, w ogóle nie dotyczy częstotliwości. Dotyczy kontroli i cierpienia: utrzymujący się przez sześć miesięcy lub dłużej wzorzec niepowodzeń w kontrolowaniu intensywnych impulsów, powodujący wyraźne cierpienie albo pogorszenie funkcjonowania[6].
I jedno dopowiedzenie, które w tym temacie ratuje ludziom kilka miesięcy niepotrzebnego stresu: te same wytyczne mówią, że cierpienie wynikające wyłącznie z ocen moralnych dotyczących własnych popędów nie wystarcza do takiego rozpoznania[6].
Krótka wersja
- Nie ma zdrowej liczby. Nikt jej nie wyznaczył.
- Częstsze wytryski wiązały się z niższym ryzykiem raka prostaty, ale autorzy nie wykluczają, że to efekt tego, kto chodzi na badania.
- Dłuższa przerwa podnosiła fragmentację DNA plemników. Na ciąże tego nie przeliczono.
- Samo oglądanie porno nie wiązało się z problemami z erekcją. Wiązało się dopiero poczucie utraty kontroli.
- Miesiąc bez nie zmienił nic mierzalnego — w badaniu, z którego odpadło trzy czwarte ludzi.
Jeśli szukasz tu powodu, żeby coś zmienić, to najuczciwsza odpowiedź brzmi: te liczby ci go nie dadzą. Powód bywa gdzie indziej — i to jest w porządku. Napisaliśmy o tym osobno.
