Trzy nazwy krążą wymiennie: seksoholizm, uzależnienie od pornografii, CSBD. Tylko jedna z nich jest w międzynarodowej klasyfikacji chorób, a różnica ma znaczenie w bardzo praktycznym momencie — kiedy próbujesz opisać lekarzowi, po co przyszedłeś.
Co jest diagnozą
Kompulsywne zaburzenie zachowań seksualnych, w ICD-11 pod kodem 6C72[2]. Wytyczne opisują je jako utrzymujący się wzorzec niemożności kontrolowania intensywnych, powtarzających się impulsów seksualnych, prowadzący do powtarzalnych zachowań seksualnych przez dłuższy okres, sześć miesięcy lub więcej, powodujący wyraźne cierpienie albo upośledzenie funkcjonowania — w życiu osobistym, rodzinnym, społecznym, edukacyjnym lub zawodowym[1].
Dwie rzeczy w tej definicji są ważniejsze, niż się wydaje.
Po pierwsze, nie ma w niej częstotliwości. Nie ma progu „ile razy w tygodniu”. Kryterium dotyczy kontroli i kosztu, nie liczby.
Po drugie, wytyczne mówią wprost: cierpienie wynikające wyłącznie z ocen moralnych i dezaprobaty wobec własnych popędów, impulsów czy zachowań nie wystarcza, żeby spełnić kryterium[1].
Co nie jest diagnozą
„Uzależnienie od pornografii” nie jest osobną jednostką ani w ICD-11, ani w DSM-5. Można używać pornografii w sposób, który spełnia kryteria CSBD — ale sama pornografia nie ma własnego rozpoznania.
„Seksoholizm” i „uzależnienie od seksu” to słowa potoczne. Nie ma ich w żadnej z dwóch obowiązujących klasyfikacji. Nie znaczy to, że opisywane nimi doświadczenie jest zmyślone — znaczy, że nie tak nazywa się je w gabinecie.
Ile osób to dotyczy
Tu trzeba być ostrożnym, bo liczby chodzą po internecie bez metryczki.
Badanie środowiskowe z 2025 roku podało 10,8% prawdopodobnego CSBD w próbie 296 osób (12,3% wśród mężczyzn). Brzmi wysoko — i sami autorzy tak uważają. W tekście piszą, że wynik jest wyższy niż typowe wcześniejsze szacunki, które zwykle mieszczą się w przedziale 3–6%, a badanie nie było projektowane jako reprezentatywne epidemiologicznie[4]. Rekrutacja szła przez płatną platformę ankietową, a narzędziem był kwestionariusz samoopisowy, nie wywiad kliniczny.
Dla Polski nie podajemy odsetka. Prace polskiego zespołu, który to badał, są za płatnym dostępem i nie udało się ich sprawdzić w pełnym tekście — a to jest w tym serwisie warunek podania liczby.
Po co ci ta różnica
Bo od niej zależy, czego szukasz. Jeśli problemem jest utrata kontroli utrzymująca się od pół roku i realny koszt — pracy, związku, snu — to jest coś, co ma nazwę, kod i specjalistów, którzy się tym zajmują. Jeśli problemem jest poczucie winy, bo robisz coś, czego według siebie robić nie powinieneś, to też jest realne cierpienie, ale rozwiązuje się je inaczej i licznik dni raczej je pogłębi, niż zmniejszy.
